Autorska płyta Mariusza Zawieruchy opowiada o cudzie życia na każdym jego etapie... W oczach Bożych jesteś cudem!

10. Co mówił Jezus o zbawieniu

Młody mężczyzna chciał przejść przez zatłoczoną jezdnię, gdy wtem ktoś położył mu dłoń na ramieniu i wykrzyknął: „Czerwone światło!”

— Przecież wszyscy przechodzą! — odparł zdumiony młodzieniec.

— Niech pan nie patrzy na tych, co przechodzą! Niech pan patrzy na światło! — zawołał nieznajomy. Była to pierwszorzędna rada. Trafiała prosto w sedno sprawy.

Czym właściwie kierujemy się w życiu: owczym pędem czy sygnałami i znakami danymi światu przez Zbawiciela? Co skłania nas do łamania przepisów i regulaminów, jeśli nie bezmyślne oglądanie się na tłum i dorównywanie mu kroku. A przecież nie powinniśmy gubić z oczu światła wskazówek. Co mówił o tym Jezus? Co mówił Zbawiciel o zbawieniu?

„Dziś zbawienie stało się udziałem domu tego, ponieważ i on jest synem Abrahamowym. Przyszedł bowiem Syn Człowieczy, aby szukać i zbawić to, co zginęło” Łk 19,9.10. Zbawiciel mówi tu o dwóch rzeczach jednocześnie. Po pierwsze, coś zaginęło, po drugie, przyszedł, żeby to odszukać i zbawić. Dodajmy, że gdziekolwiek się zjawia, tam złu zostaje odjęta moc i nastaje zbawienie, ponieważ On sam jest zbawieniem. Obdarowuje nim wszystkich, przynosi je w darze ludziom.

Nowoczesna filozofia jest raczej zgodna co do tego, że nic w przyrodzie nie ginie, że nic nie przestaje istnieć. Po każdej akcji przychodzi reakcja, każdemu działaniu towarzyszy przeciwdziałanie. Skoro zaś „coś” upadło na samym początku istnienia, to samo „coś” musi być w końcu wyniesione wzwyż. Jeśli natomiast nie było upadku ani straty, oczywiście nie zachodzi potrzeba ratowania czy wydźwignięcia. Nie byłoby wówczas potrzeby ocalenia świata, cała misja Chrystusa straciłaby sens. Któż z nas może powiedzieć bez wahania, że przyjście na świat Zbawiciela było niepotrzebne?

Przekonanie o winie, grzechu i upadku, przekonanie o potrzebie zbawienia głęboko zapadły w serca ludzi. Potrzeba zbawienia jest tak powszechna, tak naturalna i tak silna, że wystarczyłoby, aby jej świadomość wystąpiła u wszystkich jednocześnie, a wówczas byłby to jeden krzyk, jedna modlitwa do Zbawcy.

Kiedy czujemy żal i ból przenikające duszę do głębi, musimy uświadomić sobie, że sam Bóg jest naszym Zbawicielem, że to On przynosi nam zbawienie wieczne i ratuje tych, których czekało zatracenie i upadek. Bóg jest miłością i litością. Właśnie dlatego przyszedł do nas na świat.

W każdym naszym słowie, w każdej myśli i czynie pojawia się lub może się pojawić zarodek zła, jakiś czynnik czegoś niedobrego, niewłaściwego. Ludzie określają go rozmaicie, ale Pismo Święte podpowiada nam jego najbardziej precyzyjnie sformułowaną nazwę: grzech. Grzech jest chorobą serca i umysłu. Uwolnić nas od niego może jedynie Bóg w całej swej potędze, w całej swej niezmierzonej łasce. Przyszedł na ziemię, żeby „szukać i zbawić to, co zginęło” Łk 19,1. Dlatego właśnie przyjął imię „Jezus”. Anioł, który zwiastował Jego narodzenie, powiedział Marii: „(...) nadasz mu imię Jezus; albowiem On zbawi lud swój od grzechów jego” Mt 1,21. Imię to oznacza „Jahwe Zbawca”. W Ewangelii Jana czytamy: „Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny” J 3,16. Apostoł Paweł powtórzył te słowa o północy dozorcy więziennemu: „Uwierz w Pana Jezusa, a będziesz zbawiony, ty i twój dom” Dz 16,31.

Marcin Luter, który próbował osiągnąć pokój serca przez dobre uczynki i wymyślne pokuty, znalazł prawdę o zbawieniu w słowach apostoła Pawła: „Dlatego z uczynków zakonu nie będzie usprawiedliwiony przed nim żaden człowiek” Rz 3,2; „Albowiem czego zakon nie mógł dokonać, w czym był słaby z powodu ciała, tego dokonał Bóg: przez zesłanie Syna swego w postaci grzesznego ciała, ofiarując je za grzech, potępił grzech w ciele” Rz 8,3. Prawda zaczęła świtać, ale on jeszcze nie znalazł pełni światła.

W wielkim mieście Rzymie szukał pokory i pobożności. Znalazł jedynie gniazdo ambicji, politycznych intryg i światowych uciech. Z determinacją, w skrusze, na klęczkach wspinał się po schodach Piłata, lecz nawet i ten wyczyn, podobnie jak inne, nie dał mu uwolnienia od grzechu ani pokoju ducha, którego tak pragnął.

Wreszcie dotarły do niego słowa Pisma: „Sprawiedliwy z wiary żyć będzie” Rz 1,17. A więc nie tzw. uczynki, lecz wiara, prawdziwa, chrześcijańska wiara. Wtedy Luter powstał z klęczek i wyprostował się. Pojął, że jedynie Chrystus, jedynie Jego sprawiedliwość uwalnia od grzechu, przynosi zbawienie. Wiedział, że Jezus, człowiek bez grzechu i Syn Boży, był prześladowany i męczony właśnie po to, aby nas zbawić. Umarł na krzyżu za grzechy nas wszystkich 1Kor 15,3. On zajął nasze miejsce, przyjął nasz los, który jest konsekwencją złamania prawa, bo grzech to nic innego, jak naruszenie prawa 1J 3,4. Bóg tak umiłował świat, że dał zbawienie jako dar.

Pewien nauczyciel próbował wyjaśnić swym uczniom pierwsze wiersze pięćdziesiątego piątego rozdziału Księgi Izajasza: „Nuże, wszyscy, którzy macie pragnienie — czytał — pójdźcie do wód, a którzy nie macie pieniędzy, pójdźcie, kupujcie i jedzcie! Pójdźcie, kupujcie bez pieniędzy i bez płacenia wino i mleko!”. Piękne zaproszenie zawarte w tym tekście wydawało mu się zbyt trudne do wyjaśnienia tym młodym ludziom. Kiedy w cichej modlitwie prosił o pomoc, nasunęły mu się słowa „a mały chłopiec je poprowadzi” Iz 11,6. Zrozumiał, że Bóg zamierza wyjaśnić ten tekst przez jedno z tych dzieci, które zrobi to lepiej niż on. Przeczytał tekst głośno i powoli jeszcze raz i zapytał dzieci, co sądzą o tej wypowiedzi. Wtedy mała dziewczynka odpowiedziała: „Ktoś inny już za nich zapłacił”. Czyż nie jest to właśnie dobra ilustracja tego, co Jezus dla nas uczynił?

„Uwierzył Abraham Bogu i poczytane mu to zostało za sprawiedliwość” Rz 4,3. Zróbmy tak jak on, uwierzmy naszemu Zbawicielowi, a Jego sprawiedliwość będzie nam przypisana. Czym jest ów dar, jeśli nie darem łaski, udzielonym przez jednego człowieka, Jezusa Chrystusa Rz 5,15

Zbawienie, które przynosi Chrystus, oznacza nie tylko przebaczenie grzechów, ale daje nam łaskę i moc do życia dla Niego dzisiaj. Jest to nie tylko usprawiedliwienie, ale i uświęcenie przez łaskę. Prawdziwe nawrócenie objawia się w codziennym życiu. Prawdziwa wiara w Jezusa jako naszego Odkupiciela jest wiarą, do której dochodzi się przez miłość, a jej owocem są, jak wiemy, dobre uczynki.

Czy pamiętacie świat okryty śniegiem, otulony śnieżnym puchem w zimowy poranek? Czy myśleliście kiedyś o tym, że natura została przykryta śniegiem właśnie po to, aby zniknął wszelki ślad martwoty i śmierci? Jakiś nieziemski spokój rozpościera się wraz ze śniegiem... „Oto symbol czystości” — powiedział ktoś, wyglądając przez okno w taki właśnie cichy poranek.

„O Panie — modlił się ów człowiek — okryj moje serce taką czystą powłoką, jaką okryłeś dziś całą ziemię”.

Następnego dnia słońce grzało tak silnie, że śnieg się roztopił i wyjrzała spod niego szara, ziemska skorupa. Ten, który modlił się o czystość, zwrócił się ku niebiosom z inną modlitwą: „Serce czyste stwórz we mnie, o Boże, a ducha prawego odnów we mnie!” Ps 51,12.

Czystość nie jest czymś zewnętrznym, nietrwałym. Nie jest żadną powłoką ani szatą, którą można się okryć. Po stopieniu się śniegu wyjrzała spod niego szara, nierówna gleba. Czystość jest czymś najzupełniej wewnętrznym, nieodłącznym i przyrodzonym. Jeśli czegoś nam naprawdę potrzeba, to właśnie takiej czystości. Potrzeba nam radykalnej i najgłębszej zmiany, tchnienia nowego życia, duchowego odrodzenia, twórczej potęgi, która by zmieniła nasze życie psychiczne. Dostojnik, który rozmawiał z Jezusem, otrzymał znaną nam odpowiedź: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego” J 3,3.

To narodzenie się na nowo dokonywane jest z wody i z Ducha Świętego. Jezus mówi wyraźnie: „Musicie się na nowo narodzić” (w. 7). „Jakże się to może stać?” — zapytał wówczas Nikodem. I wszyscy tak zapewne pytamy. Odpowiedź znajdziemy w słowach Chrystusa, mówiącego o konieczności ponownego narodzenia się, czyli odrodzenia duchowego. „I jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak musi być wywyższony Syn Człowieczy, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny” J 3,14.15.

Jak widzimy, ponowne narodzenie się, czyli odrodzenie duchowe, dokonuje się przez wiarę. Wierzymy, że Jezus wykona to, co obiecał wykonać. Wierzymy, że jest On Zbawicielem. Gdy spoglądamy na krzyż, gdy widzimy Go rozpiętego na krzyżu tam, gdzie my powinniśmy zawisnąć, wierzymy, że jest On synem jedynego Boga. Jeśli przyjmujemy Go przez wiarę jako naszego Zbawiciela, dostępujemy wówczas łaski życia wiecznego. Cóż to za wspaniała perspektywa i obietnica Pańska!

Z wielkim wzruszeniem każdy kaznodzieja Jezusa Chrystusa odwiedza grób D. L. Moody’ego. Nasuwają się wtedy myśli, jak wielkiego dzieła dokonał ten skromny, żarliwy człowiek wiary i poświęcenia w ciągu niewielu lat swego życia. Jest to czas, by pomyśleć o jego wielkim zaufaniu do Boga, gdy nauczał prostej ewangelii wiary, takiej, jaką głosił Jezus.

Moody powiedział kiedyś, że perspektywa i nadzieja zbawienia są tak oczywiste dla każdego, tak jasne i zrozumiałe, że cały świat mógłby i powinien się ich uchwycić. Wierzyć może każdy. Człowiek upośledzony fizycznie może wierzyć, choć nie zawsze jest w stanie działać. Człowiek niewidomy nie może czytać Pisma Świętego, ale może wierzyć. Człowiek głuchy nie jest w stanie niczego usłyszeć, ale przecież może wierzyć. Zbawienie jest dostępne dla wszystkich, starych i młodych, wielce i mniej wykształconych, biednych i bogatych, wysoko urodzonych i ludzi prostych. Wszyscy bowiem mają wolną wolę i mogą wierzyć lub nie. Od tego zależy zbawienie wieczne.

Oto dlaczego Jezus powiedział: „Kto wierzy w niego, nie będzie sądzony; kto zaś nie wierzy, już jest osądzony dlatego, że nie uwierzył w imię jednorodzonego Syna Bożego” J 3,18. Innym razem Jezus powiedział: „Kto uwierzy (...) będzie zbawiony” Mk 16,16. Ktoś może jednak zapytać: „Czy On rzeczywiście przyszedł, aby wykupić nas od grzechów, od naszego złego życia?” Odpowiedź znajdziemy w Ewangelii Mateusza: „Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służył i oddał życie swoje na okup za wielu” Mt 2,28.

Czy jest to zrozumiałe? Chyba tak. Jezus przyszedł na świat, by oddać „życie swoje na okup za wielu”. Pamiętajmy więc, że okup jest ceną za naszą wolność, za nasze życie. To na skutek naszych grzechów cena okupu była straszliwa. Pismo Święte nazywa śmierć „zapłatą (karą) za grzech” Rz 6,23. Dlatego właśnie Chrystus zmarł na krzyżu.

Chrystus umarł za nasze grzechy. Oto fundamentalna zasada i zarazem tajemnica zbawienia. Wszystko wywodzi się z tego właśnie faktu. Apostoł Paweł dostąpił łaski Chrystusowego objawienia i został olśniony prawdą o zbawieniu, czemu dał wyraz w słowach: „Najpierw bowiem podałem wam to, co i ja przejąłem, że Chrystus umarł za grzechy nasze według Pism, i że został pogrzebany, i że dnia trzeciego został z martwych wzbudzony według Pism” 1Kor 15,3.4.

Zbawiciel wiele mówił na temat zbawienia. O sobie samym rzekł: „Dobry pasterz życie swoje kładzie za owce” JAN10,11. Wisząc na krzyżu, modlił się za cały świat. Jeden z oprawców rzekł wtedy: „Innych ratował, a siebie samego ratować nie może” Mt 27,42. I była w tym jakaś prawda. Jezus mógłby nas ocalić, nie ponosząc męki ukrzyżowania. Zbyt wiele jednak było grzechu na ziemi i zbyt wielką przepaść wykopał on między Bogiem a ludźmi, aby mogło nas odkupić co innego niż śmierć Syna Bożego.

Jezus zgodził się na śmierć dobrowolnie, w swej niezmierzonej łasce, dobroci i miłości. „Rzadko się zdarza, że ktoś umrze za sprawiedliwego; prędzej za dobrego gotów ktoś umrzeć. Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł” Rz 5,7.8.

Jak określają to teolodzy, śmierć Chrystusa była karą, odkupieniem, ofiarą, obietnicą, nadzieją i zwycięstwem. „A jak postanowione jest ludziom raz umrzeć, a potem sąd, tak i Chrystus, raz ofiarowany, aby zgładzić grzechy wielu, drugi raz ukaże się (...) ku zbawieniu tym, którzy go oczekują” Hbr 9,27.28.

W Ewangelii Marka czytamy słowa Chrystusa: „Idąc na cały świat, głoście ewangelię wszystkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i ochrzczony zostanie, będzie zbawiony, ale kto nie uwierzy, będzie potępiony Mk 16,15.16. Zwróćmy uwagę na najgłębszy sens tego wezwania. Apostołowie mają iść w świat, dotrzeć wszędzie z dobrą nowiną — ewangelią — i wszędzie jej nauczać. A co to jest ta dobra nowina? Jest to wieść o tym, że Bóg dał swego Syna, że złożył Go w największej ofierze, w swej miłości do ludzi zgodził się na Jego śmierć, aby tylko człowiek mógł być zbawiony. Oto właśnie dobra nowina... Czy wierzymy w nią? W tym cały problem.

Powtórzmy słowa Chrystusa: „Kto uwierzy i ochrzci się, będzie zbawiony, lecz kto nie uwierzy, będzie potępiony”. Chrzest symbolizuje śmierć i zmartwychwstanie Zbawcy, śmierć starego życia i narodziny nowego. Są to słowa tak jasne, że zrozumie je każdy. Czy nie mamy być odtąd posłuszni ewangelii?

Chrzest — to pierwszy krok ku posłuszeństwu, jak to czytamy w Ewangelii Mateusza: „Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata” Mt 28,19.20. Zauważmy kolejność nakazów Chrystusowych: najpierw nauczanie, potem dopiero chrzest. Ci, którzy nauczą się i uwierzą w prawdy Boże, zostają ochrzczeni. Wówczas, już po chrzcie, kontynuowana jest dalsza nauka. Trzeba przez całe życie dochowywać posłuszeństwa Bogu.

Gdy zdamy sobie sprawę z tego, za co Zbawiciel umierał na krzyżu, stwierdzamy, że kierował się nie tylko bezgraniczną wiarą i bezgranicznym posłuszeństwem, ale również serdecznym współczuciem dla skazanych na zagładę grzeszników. Jezus powiedział: „Lecz jeżeli się nie upamiętajcie, wszyscy podobnie poginiecie” Łk 13,3.

Prawdziwy i serdeczny żal za grzechy zawiera uświadomienie sobie istoty popełnionego zła, obietnicę poprawy oraz postanowienie, by za łaską Bożą nie popełniać już więcej grzechów. Musi to być jednak żal prawdziwy, żal najgłębszy. Żal fałszywy, niepełny, niedoskonały, ograniczyć się może jedynie do żalu z powodu skutków grzechu. Przykładowo wymieńmy tu Judasza. Żałował i w rezultacie... poszedł się powiesić. Jakże zupełnie inny, o ileż doskonalszy, diametralnie różny był żal Piotra! Nie mówiąc już o gorzkich łzach, które płynęły po jego twarzy, spełnił on wszystkie warunki prawdziwego żalu i skruchy wraz z postanowieniem poprawy, a w końcu poniósł męczeńską śmierć dla Chrystusa. Żal Piotra był żalem prawdziwym i dlatego dostąpił zbawienia.

Jezus niejednokrotnie przypominał, że chodzi tu o odwrócenie się od zła i o zwrot ku dobremu. Chodzi o trwałą zmianę, o to, aby Bóg zwyciężył w człowieku jego własne „ja”, aby człowiek odwrócił się od spraw ludzkich i zwrócił się ku boskim, aby wyrzekł się grzechu. Jednak ten, kto nie odwróci się od grzechu, i nie zwróci się ku Bogu, ten nie dostąpi łaski. Będzie to bowiem jedynie zmiana w sferze rozumowej. A tu chodzi o miłość Boga, o umiłowanie dobra i o wzrost ku Bogu całym jestestwem człowieka! Przypomnijmy sobie pewną przypowieść Jezusa o człowieku, który miał dwóch synów. „Przystępując do pierwszego, rzekł: Synu, idź, pracuj dziś w winnicy. A on odpowiadając, rzekł: Tak jest, panie! Ale nie poszedł. I przystępując do drugiego, powiedział tak samo. A on, odpowiadając, rzekł: Nie chcę, ale potem zastanowił się i poszedł. Który z tych dwóch wypełnił wolę ojcowską? Mówią: Ten drugi” Mt 21,28-31.

Otóż pierwszy z braci pomyślał, że trzeba posłuchać ojca i świadomość ta odbiła się u niego w sferze rozumowej. Wiedział, jak należy postąpić, ale nie miał już chęci uczynić tego. Drugi syn natomiast powiedział, że nie wykona polecenia — był szczery. Z chwilą jednak uświadomienia sobie wszystkiego w sferze uczuciowej zmienił postanowienie i nic nie mówiąc poszedł do pracy. Postąpił tak, ponieważ zrobiło mu się żal. I był to żal bardzo szczery, żal prawdziwy. Zrobiło mu się żal również tego, że był ojcu nieposłuszny.

A więc było to uczucie prawdziwej skruchy. Jest to chyba najbardziej trafna ilustracja tego, co nazywamy „żalem za grzechy”. Oczywiście, i ten żal drugiego brata nie mógł być doskonały, ponieważ zachował się krnąbrnie, był z natury nieposłuszny. Ale mimo to lepszy taki żal niż nie dotrzymana obietnica.

Bóg nigdy nie odtrąca kogoś, kto okazuje prawdziwą skruchę i żal za grzechy, nie skąpi nikomu swego zbawienia. Jeśli w sercu grzesznika nastąpią odrodzenie i zmiana, odzyska wszystko, co stracił. Możemy dziś i zawsze być świadkami cudu łaski Chrystusa, prowadzącej ludzkość do zbawienia, przebaczającej grzesznikom żałującym za swe grzechy.

Za dawnych czasów, w Anglii, dwaj bracia zostali skazani za kradzież owiec. Zgodnie z obowiązującym w owych czasach prawem na czołach ich zostały wypalone dwie litery: ST — Sheep Thief (pol.: złodziej owiec). Jeden z braci nie mógł znieść tego piętna. Uciekł do innego kraju, w którym próbował się ukryć. Tułał się po różnych krainach, w końcu umarł zgorzkniały i został pochowany w nieznanym grobie. Drugi z braci żałował swego czynu, ale nie próbował uciec z domu. Mówił: „Nie mogę uciec z domu dlatego, że ukradłem owcę. Będę tu tak długo, aż odzyskam szacunek u sąsiadów i samego siebie”.

Mijały lata i ten, który był skazany na wzgardę, stopniowo odzyskiwał powszechne uznanie i cześć z uwagi na swą wielką prawość i uczciwość. Po wielu latach jakiś obcy człowiek zobaczył w tej wiosce utykającego, starego człowieka z dwoma wypalonymi na czole literami — ST. Zaciekawiony, zaczepił któregoś z mieszkańców, pytając, co znaczą te litery. Po chwili zastanowienia wieśniak odpowiedział: „To było tak dawno, że zapomniałem szczegółów, lecz myślę, że litery te pochodzą od słowa «święty»” (ang. saint; w skrócie: st).

Jest to cudowna łaska Boża, która sprawia, że skruszone i ufające serce może się zmienić i przekształcić charakter. Skazę grzechu przemienia w odznakę czci i piękna. My także możemy tego doświadczyć.